Nasze zabawne historie. LOL :) Pośmiej się z nami!

zabawne historie z życia

Cześć! Dzisiaj nie będzie nic ani o sprzątaniu, ani pieczeniu, ani rozwoju itd. Dziś opowiem Ci 7 autentycznych, zabawnych historii z naszego życia codziennego. Do tej pory jak o nich pomyślę, to uśmiecham się pod nosem. Choć nie zawsze było mi do śmiechu. Zapraszam… Dzisiaj tak po prostu… pośmiej się z nami :).

Szybciej z tym śniadaniem

Była niedziela rano. I jak to w niedzielę, wstaliśmy trochę za późno. Trzeba więc było włączyć piąty bieg, żeby się ogarnąć i zdążyć na mszę. Przygotowywałam na szybko śniadanie. Pech chciał, że nie mogłam przekonać dzieci do płatków na mleku (które przygotowuję błyskawicznie). Chciały po jajku na miękko. Machnęłam więc ręką i powiedziałam sobie w duchu:

– Dobra, będą jajka.

zabawne historie z życia wzięte - jajka

Moje dziewczyny prawie zawsze ociągają się z jedzeniem, więc pomyślałam, że zawołałam je, zanim wszystko będzie gotowe, żeby jak najszybciej zajęły swoje miejsca przy stole.  I o dziwo bardzo szybko przybiegła do kuchni młodsza córka. Zerknęła co robię i spytała:

– Mamo, a czemu to jajko jest jeszcze nieołupione? Gdzie jest herbatka, gdzie chlebuś z masełkiem? … Zawołaj mnie, jak wszystko będzie gotowe.

I poszła na kanapę bawić się dalej.

A ja tak jeszcze przez chwilę stałam nieruchomo z na wpół obranym jajkiem w jednej ręce i skorupkami w drugiej…

Ciekawość to pierwszy stopień do…

Młodsza córka lubi rano pospać. Czasem ciężko ją wyciągnąć z łóżka. Tego dnia nie przychodziła dość długo, mimo że wołałam ją kilkakrotnie.  Starsza córka przybiegła od razu. Po małej nie było za to ani śladu. W końcu, po około 5 minutach przyszła, zaspana, z jednym na wpół otwartym okiem i maskotką świniusią pod pachą.

Starsza córka Asia pyta ją:

– Ola, dlaczego tak długo nie przychodziłaś?

– Bo musiałam pomyśleć –

odpowiedziała.

– A o czym tak myślałaś –

dopytywała z zaciekawieniem Asia. Ola jednak pokręciła głową. Widać, że wcale nie miała zamiaru odpowiadać. Asia w końcu nie wytrzymała i dopytywała dalej:

– No Ola, powiedz, powiedz, o czym tak myślałaś –

i szturchnęła ją łokciem w bok. Po chwili namysłu poważnym tonem Ola odparła:

– To są moje prywatne sprawy. Ty jesteś jeszcze za mała, żeby mnie pytać o takie rzeczy.

I na tym dyskusja się skończyła.

Owocowa radość

Owocowe cukierki pudrowe. Jeden ze smaków mojego dzieciństwa. Kiedy więc córki poprosiły, bym im je kupiła, nie protestowałam. Po prostu wrzuciłam je do koszyka.  Kiedy jednak wróciłam do domu i przyjrzałam się bliżej składnikom, z przerażeniem odkryłam, że zawierają całą tablicę Mendelejewa! Zrobiło mi się gorąco i bez namysłu wyrzuciłam wszystkie na oczach zdziwionych dzieci. A potem zaczęłam im tłumaczyć, że to sama chemia, trucizna, że nawet zwierzętom ich nie damy, bo mogłyby się rozchorować i takie tam.

Nie minęło kilka dni, a my znów robiłyśmy zakupy w tym samym markecie. „Trujące cukierki” kusiły swoimi kształtami i kolorami tuż przy ladzie. Pech chciał, że właścicielka sklepu akurat układała tam jakiś towar. Podeszłam do kasy, żeby zapłacić, a w tej chwili córka zauważyła cukierki i tonem smerfa Ważniaka uświadomiła sprzedawczynię jakie „świństwo sprzedaje”. Co gorsza, zaczęła używać tych samych epitetów co ja kilka dni wcześniej! Właścicielka zaprzeczyła i stwierdziła, że przecież to są cukierki DLA DZIECI. Zrobiło mi się głupio i chciałam jakoś uciszyć małą, załagodzić sytuację. Niestety, nic z tego… Ola nie dawała za wygraną i wykrzywiając twarz w grymasie, powtarzała swoje:

–  fuuuj, blee, świństwo…

W końcu właścicielka nie wytrzymała i wzięła do ręki jedno opakowanie cukierków. Zaczęła czytać skład.  A tam oczywiście cała lista E jak się patrzy + informacja, że cukierki mogą obniżać u dzieci zdolność koncentracji.  Skwitowała więc całą rozmowę stwierdzeniem, że cukierki owszem szkodzą, ale tylko tym dzieciom, które są uczulone na E…

Tak się zarabia prawdziwe pieniądze

śmieszne historie - supermarket

Robiłyśmy standardowe zakupy w hipermarkecie. Młoda ładowała mi do koszyka zabawki, słodycze, książeczki i inne rzeczy, a ja konsekwentnie odkładam je z powrotem. Wiecie taka zabawa: kto kogo przechytrzy, ona szybciej włoży, czy ja szybciej wyciągnę. W końcu zrezygnowana zapytała:

– Mamo, kupisz mi…

Ja jednak wiedziałam, że w domu są dosłownie sterty kolorowanek i pełne szafki słodyczy, bo dziadkowie solidnie nas zaopatrzyli, więc zgodziłam się tylko na dwa soczki i małą paczkę ciasteczek. I szłam w zaparte. W końcu wypaliłam:

– Mama ma bardzo mało pieniążków. Nie wiem nawet, czy na jedzenie mi  wystarczy.

W  końcu dotarłyśmy do kasy. I to był ten magiczny moment. Ola zobaczyła jak otwiera się kasa, a tam co? Równo poukładane w przegródkach pieniążki!  Widząc to, wesoło zawołała:

– Mamo, popatrz ile pieniążków!

I zapytała:

– Skąd ich pani tyle ma? Zarobiła pani?

Sprzedawczyni pokiwała wesoło głową, co Ola potraktowała jako potwierdzenie i jeszcze dodała:

– Jak pani zarobiła? Mama  jest taka biedna, że wcale nie ma pieniążków…

Szczerze? Gdybym mogła, to wyszłabym z tego sklepu przez dziurę w podłodze.

Czesanie to moja specjalność

Pracuję od 7 rano, więc dzieci do przedszkola/szkoły czesze babcia, która mieszka obok, bo mąż ma problem z tym.  Zresztą się nie dziwię, bo dziewczyny póki co mają dość cienkie włosy i trzeba je umiejętnie chwycić, żeby związać. Zdarzyło się jednak tak, że ja byłam w pracy, a babcia też miała coś do załatwienia, więc mąż stanął przed wyzwaniem: musi je uczesać. I opowiedział mi o tym, co się wydarzyło tego pięknego ranka.

Zapytał  młodszą córkę:

– Co Ci uczesać: kucyki, cebulkę, warkoczyki.

Na co mała odpowiedziała:

– Po co Ty się pytasz. Przecież i tak nic nie umiesz. Zawsze robisz mi rozpuszczalne.

(w słowniku mojej córki rozpuszczalne znaczy rozpuszczone).

Cóż, trzeba było przyjąć krytykę na klatę i podnieść szczękę z podłogi…

Mamo, mamo – patrz, kto przyszedł!

Był dzień wizyty duszpasterskiej. Od rana więc starałam się, żeby dzieci nie narobiły w salonie i przedpokoju bałaganu, dreptałam  od okna do okna.  Wyprasowałam biały obrus, postawiłam krzyż, świeczki, kropidło. Czekałam. Chciałam, żeby wszystko było tak,  jak należy. Byłam w domu sama z dziećmi, bo mąż był w pracy, więc trochę się stresowałam, choć nie końca wiem czemu.  W końcu przyszli. Najpierw ministranci. Chwilę później usłyszałam, że zbliża się ksiądz, więc wstałam i ruszyłam do przedpokoju, żeby zaprosić go do środka. Mała jednak wyprzedziła mnie, zanim zdążyłam ją chwycić, podbiegła do księdza i zawołała:

– Mamo, mamo, patrz, kominiarz przyszedł!!!!

Zatkało mnie tak, że zrozpaczona byłam w stanie tylko wykrztusić:

– Olu, chodź tutaj…

Ksiądz wcale nie wyglądał na zdenerwowanego. Raczej rozbawionego. Ja jednak do końca wizyty nie odzyskałam już dobrego humoru. Raczej starałam się robić  dobrą minę do złej gry…

Wszystkiego najlepszego!

śmieszne historie - dzień babci i dziadka

Co roku, z okazji Dnia Babci i Dziadka dzieci w przedszkolu i zerówce szykują się do występów. Uczą się wierszyków, piosenek, przygotowują rekwizyty na przedstawienie. Nie inaczej było oczywiście w tym roku. Po obiedzie postanowiłyśmy więc, że przećwiczymy te role, zwłaszcza że sama byłam ciekawa co takiego dzieci będą mówić/śpiewać.

Starsza zaczęła z przejęciem:

– Rzecz się stała niesłychana w pokoju stołowym

Dziadek zgubił okulary

No i kłopot z głowy!

(miało być GOTOWY!)

Młodsza była jeszcze lepsza:

– Święto Dziadków dziś mamy

Życzenia składamy

Zdrowia, szczęścia, pomyślności

Połamania wszystkich kości!!!!

(miało być NIE ZŁAMANIA ŻADNEJ KOŚCI!!!)

Eh… te kochane wnuczki! Zawsze życzą Dziadkom dobrze 🙂

 

I to by było tyle na dzisiaj. Dajcie znać, czy Wam też zdarzają się takie zabawne historie 🙂

%d bloggers like this: